Kredyty we frankach – o co chodzi. Historia - Kancelaria Rzucidło
 

BlogKredyty we frankach – o co chodzi. Historia

24 stycznia 2022 Iwona Rzucidło

W mediach coraz więcej słyszy się o kredytach we frankach szwajcarskich. Wspomina się o problemach kredytobiorców i sposobach na radzenie sobie z kryzysem frankowym. Jednak o co właściwie chodzi w całym tym zamieszaniu? Skoro kredyty we frankach są tak bardzo niekorzystne, to po co ktokolwiek się na nie decydował? Cała sytuacja jest nieco bardziej zawiła i sięga kilkunastu lat wstecz. Przeniesiemy się więc w tamte czasy, by przybliżyć historię kredytów we frankach i wyjaśnić genezę aktualnych trudności z ich spłatą.

Po jakim kursie spłaca się kredyt we frankach?

Kurs franka szwajcarskiego, zgodnie z którym spłacane są kredyty frankowe, niejako rozpoczął problemy frankowiczów. Podobnie jak niedozwolone klauzule, które banki umieszczały w umowach kredytu. Lata wstecz nikt nie podnosił alarmu, ponieważ kredyt we frankach i tak był dużo lepszą opcją niż kredyty hipoteczne w polskiej walucie. Bardzo często banki stawiały swoich klientów przed swego rodzaju ultimatum. Obliczanie zdolności kredytowej odbywało się na takich zasadach, że była ona znacznie wyższa w obcej walucie. Niejednokrotnie dochodziło też do sytuacji, że decyzja kredytowa dla kredytu w polskich złotych była odmowna, a możliwe było jedynie zaciągnięcie zobowiązania w walucie obcej. Trudno się więc dziwić, że w latach 2006-2008 kredyt we frankach był udzielany w 8 na 10 przypadków wnioskowania o kredyt na zakup nieruchomości. Jednak wróćmy do wspomnianego już kursu franka szwajcarskiego. Jak się kształtuje obecnie? Po jakim kursie spłaca się kredyt we frankach teraz, a jak to było kiedyś?

Obecnie kurs franka w kantorze waha się około 4,20 zł-4,40 zł. I właśnie zgodnie z tym kursem franka szwajcarskiego odbywają się spłaty rat kredytu. Co ważne, zgodnie z obecnie obowiązującymi przepisami, które weszły w życie już w 2011 roku, frankowicze mogą spłacać raty kredytowe w walucie, w której udzielono kredytu. Tym samym mogą samodzielnie dokonać wymiany waluty w dowolnym kantorze, a następnie wpłacić do banku odpowiednią kwotę. W przypadku kredytu we frankach spłaty mogą być dokonywane właśnie w tej walucie obcej. Jest to możliwe dzięki wprowadzonej w 2011 roku tak zwanej ustawie antyspreadowej, czyli ustawie z dnia 29 lipca 2011 r. o zmianie ustawy – Prawo bankowe oraz niektórych innych ustaw.

Dlaczego ustawa ta była potrzebna i jak zmieniła ona sytuację osób, które wzięły kredyt we frankach? Ta zmiana w prawie pozwoliła kredytobiorcom znacząco zmniejszyć koszty spłaty kredytu i jednocześnie uniezależnić się od kursu franka ustalanego jednostronnie przez bank. Jak to funkcjonowało przed wejściem w życie wspomnianej ustawy? Banki postanowiły nieco zarobić na kredytach we frankach i na swoich klientach. Tym samym w umowie frankowej instytucje bankowe udzielające kredytu w tej walucie obcej, umieszczały niedozwolone klauzule dotyczące jednostronnego ustalania kursu franka przez bank. W praktyce oznaczało to, że kredytobiorca był zobowiązany spłacać raty kredytowe w walucie polskiej po kursie ustalonym przez bank. Jednocześnie klienci banku nie mieli możliwości samodzielnej wymiany waluty.

Banki zarabiały na spreadzie, czyli różnicy w kursie kupna i sprzedaży waluty obcej w kantorze oraz w kursie ustalanym samodzielnie i jednostronnie przez bank – i był to koszt, który kredytobiorcy ponosili obowiązkowo. Prościej mówiąc, frankowicze wpłacali na konto bankowe złotówki, a bank przeliczał je na franki, według ustalonego przez siebie kursu, nierzadko mocno odbiegającego od rynkowej wartości waluty. W ten sposób klienci tracili, a bank nieuczciwie zarabiał na kredytobiorcach. Jednocześnie frankowicze nie byli w stanie przewidzieć, jakiej wysokości raty kredytowe przyjdzie im spłacać za rok czy nawet za 10 lat, bo było to ściśle uzależnione od tego, jaki kurs franka szwajcarskiego w danym okresie ustali bank. Obecnie te niedozwolone klauzule dają frankowiczom możliwość, by pozwać bank i unieważnić umowę kredytu. Ale o tym za chwilę.

Po co ludzie brali kredyty we frankach?

Osoby obserwujące całą sytuację z boku często zadają sobie właśnie to pytanie. Po co ludzie brali kredyty we frankach? Dlaczego decydowali się na zaciągnięcie zobowiązania w obcej walucie i niejako uzależnienie swojego życia od kursu franka szwajcarskiego? Tym samym równie często frankowicze posądzani są o pazerność, zachłanność czy chęć oszukania kredytobiorców, którzy spłacają kredyty w walucie polskiej. Jednak takie oskarżenia są bardzo krzywdzące i warto poznać problem w całości, zanim zacznie się je wygłaszać.

Wyjdźmy więc od pytania: kredyt we frankach o co chodzi? Na początku trzeba zrozumieć, jak po wejściu na polski rynek usług bankowych kredytów we frankach zmieniły się zasady udzielania kredytów hipotecznych.

Kredyt frankowy, jako produkt bankowy pojawił się w Polsce w 2004 roku. Na początku klienci odnosili się do niego z dużą rezerwą i ostrożnością. Jednak sytuacja ta zaczęła się szybko zmieniać. Głównie za sprawą działań doradców bankowych. Jak już wspomnieliśmy, banki widziały sporą okazję do zysku w udzielaniu kredytu we frankach szwajcarskich poprzez wykorzystanie wysokich spreadów. Dlatego też aby kredytobiorcy chętniej decydowali się na wzięcie kredytu w szwajcarskiej walucie, oferowano im szereg dodatkowych korzyści. Sami doradcy kredytowi niejednokrotnie mieli też wyższą prowizję od kredytu frankowego, niż kredytu udzielonego w złotych polskich.

Przede wszystkim kredyt frankowy kusił bardzo niskim oprocentowaniem. Było ono niemal o połowę niższe niż dla kredytu hipotecznego w polskiej walucie. Około 2006 roku, kiedy rozpoczął się okres największej popularności kredytów frankowych, oprocentowanie dla tego zobowiązania wynosiło około 4%. W tym samym momencie udzielenie kredytu w złotych obciążone było oprocentowaniem na poziomie 8,5%. W przypadku zaciągania zobowiązania długoterminowego, jakim jest kredyt hipoteczny, była to bardzo duża różnica. Dodatkowo doradcy kredytowi zachwalali kurs franka ze względu na jego stabilność i dość atrakcyjny poziom, który w tamtym czasie wahał się około 2,20 zł-2,40 zł. Dla uwiarygodnienia swoich słów przedstawiali historię kursu franka szwajcarskiego względem złotego, który na przestrzeni wielu lat niewiele się zmieniał. Niestety skwapliwie pomijali informację o ryzyku walutowym, z jakim wiązało się takie zobowiązanie.

Dosyć beztrosko omawiano też kwestię zmiennego oprocentowania, które było uzależnione od stawki LIBOR, czyli referencyjnej wysokości oprocentowania kredytów na rynku międzybankowym. LIBOR – podobnie jak WIBOR, który jest wskaźnikiem dla krajowych usług bankowych, może ulegać zmianie, a wraz z nim również wysokość rat kredytu. Tym samym niektórzy kredytobiorcy nie mieli w pełni świadomości, z czym wiąże się dla nich zobowiązanie, jakim jest kredyt indeksowany lub kredyt denominowany.

Banki posunęły się w swoich działaniach o krok dalej. Do umowy kredytowej wpisywano niedozwolone klauzule, które dotyczyły mechanizmów wypłaty i spłaty kredytu. Postanowienia te były nie tylko niezgodne z prawem i dobrymi obyczajami, ale również rażąco naruszały interes klientów. W konsekwencji banki zrzuciły całą odpowiedzialność za zmianę kursu franka szwajcarskiego na kredytobiorcę, a jednocześnie udzieliły sobie prawo do jednostronnego ustalania wysokości tego kursu. Tym samym nałożyły na kredyty frankowe niczym nieograniczone ryzyko walutowe. Nie wydaje się to w porządku i w istocie takie nie jest. To jednak nie wszystko.

Obok nieograniczonego ryzyka walutowego nieuczciwe było niepoinformowania kredytobiorców, że od wahań kursu franka szwajcarskiego zależy nie tylko wysokość raty kredytu frankowego, ale i wysokość kapitału do spłaty bankowi. Tym samym nie tylko rata odsetkowa ulegała zmianie wraz ze zmianą kursu CHF, ale i rata kapitałowa, co miało bezpośrednie przełożenie na kryzys frankowy. Okazywało się bowiem, że frankowicz zamiast płacić ratę kapitałową jako część udzielonego kredytu oraz ratę odsetkową z wahaniami jej wysokości z powodu wahań franka szwajcarskiego, płacił taką właśnie ratę odsetkową oraz kapitał – również w wysokości uzależnionej od kursu CHF (!).

Ponadto, banki, by przekonać klientów do wzięcia kredytu właśnie w walucie obcej, postanowiły zagrać na ich marzeniach i ambicjach. Informując klientów o ich zdolności kredytowej celowo ją zaniżano. Okazywało się więc, że zaciągnięcie kredytu w walucie polskiej nie pozwoli na zakupu nieruchomości ze względu właśnie na zaniżoną zdolność kredytową. Jednak kiedy klient wnioskował o kredyt we frankach, jego możliwości były znacznie większe. Niejednokrotnie również decyzja dla kredytu w złotych była odmowna. Dlatego klient stawał przed dylematem – wziąć kredyt frankowy i liczyć na stabilny kurs franka szwajcarskiego, czy może zrezygnować z marzeń o własnym domu lub mieszkaniu.

A jak na tym wszystkim zarabiały banki? Spłaty rat zawsze odbywały się w złotych, natomiast wysokość rat w harmonogramie była wyrażana w walucie obcej. Umowy frankowe zawierały z kolei postanowienie dające bankom możliwość samodzielnego ustalania kursu franka. Tym samym wskaźnik ten był znacząco zawyżony, tworząc bardzo wysokie spready, czyli różnice pomiędzy kursem sprzedaży, a kursem kupna waluty. Właśnie ta różnica stanowiła czysty zysk banku w przypadku kredytów tego typu. Dodatkowo klient nie miał żadnej możliwości bronić się przed tą praktyką.

Sytuacja nieco zmieniła się, gdy w 2011 roku uchwalono tak zwaną ustawę antyspreadową, która zobowiązywała banki do umożliwienia klientom spłaty rat kredytu w walucie, w której były one wyrażone w harmonogramie. Dało to klientom nieco wytchnienia. Mogli oni samodzielnie wymieniać walutę po najbardziej atrakcyjnym kursie i spłata kredytu odbywała się już we frankach.

O co walczą frankowicze?

Jednak na tym nie zakończyły się problemy i batalia frankowiczów. Kolejne problemy zaczęły się, gdy Szwajcarski Bank Narodowy w 2015 roku podjął decyzję o uwolnieniu swojej waluty. Oznaczało to porzucenie polityki obrony minimalnego kursu wymiany euro na franka szwajcarskiego. Tym samym frank znacząco umocnił się względem innych walut, co poskutkowało zwiększeniem kursu kupna i sprzedaży waluty.

Oprócz tego w ostatnich latach frankowicze zmagają się z kolejnymi problemami finansowymi wynikającymi z posiadanego kredytu. Są one następstwem pandemii oraz stale rosnącej w Polsce inflacji. Czynniki te spowodowały, że wysokość rat ponownie zwiększyła się niemal dwukrotnie, a tym samym stopniowo dogania poziom wynagrodzeń w naszym kraju. Frankowicze walczą więc o uwolnienie się od tak kłopotliwego kredytu. Wielu z nich zdecydowało się, aby pozwać bank. Chcą w ten sposób doprowadzić do przewalutowania kredytu nazywanego potocznie odfrankowieniem kredytu. Wielu z nich liczy zaś nawet na całkowite tzw. unieważnienie umowy kredytu. To aktualnie nie tylko realne i rzeczywiście dziejące się w praktyce.

Sprawę tę nieco ułatwił niedawny wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, który zdecydował się na zajęcie stanowiska w sprawie kredytów frankowych. Zgodnie z nim, wszelkie wątpliwości co do postanowień umowy kredytu i ich zgodności z prawem powinny być rozstrzygane na korzyść klienta. Dodatkowo, względem uchylonych postanowień w umowie frankowej nie można stosować ogólnych przepisów prawa państwowego. Prawie każda frankowa kancelaria radców prawnych zaznaczała wówczas, że jest to bardzo duży krok do korzystnego orzecznictwa w sprawach frankowiczów.

Na jakich zasadach udzielano kredytów frankowych?

Kredyty frankowe udzielane były na dwóch zasadach. Były to kredyty denominowane lub kredyty indeksowane. Różnice polegały na tym, w jaki sposób odbywała się wypłata środków. W przypadku kredytu indeksowanego zobowiązanie było wyrażone w umowie w walucie polskiej. Wypłata środków również wypłacana była w polskiej walucie. Jednak harmonogram pokazujący jak klient miał spłacać kredyt wyrażano zwykle tylko w walucie obcej, a sama spłata odbywała się również w polskich złotych. Natomiast w przypadku kredytu denominowanego zobowiązanie w umowie i w harmonogramie spłat wyrażone było we frankach szwajcarskich, a wypłata i spłata kredytu określona była w polskiej walucie.

Rozróżnienie to dawało swego rodzaju wybór klientom. Należy jednak pamiętać, że w obu przypadkach harmonogram spłaty wyrażony był we frankach szwajcarskich, a klient mógł spłacać kredyt w walucie polskiej. W żaden sposób nie pozwalało to więc zrezygnować z wysokiego spreadu ustalanego jednostronnie przez bank. Dlatego finalnie wzięcie kredytu w tej walucie obcej wiązało się z obecnymi problemami, z jakimi zmagają się frankowicze.

© 2021 Iwona Rzucidło Kancelaria Radcy Prawnego, Made By DarkSite